Od dłuższego czasu koncentruję się na tematach związanych z niestabilnością. Od lat badam problem ruchu, jako deterministycznego zagadnienia, że nie istnieje nic co moglibyśmy określić jako niezmienne, mamy doczynienia z redefiniowaniem tego, co uznawane jest za stan stabilny albo niepodważalny.
Prezentowany na wystawie OMAM obiekt Body, jest przykładem pracy, w której jego materialność odgrywa kluczową rolę. Owa rzeźba zrobiona jest ze stali nierdzewnej, której to skład chemiczny złożony jest z pierwiastków mineralnych, przemysłowych. Są to: żelazo (baza stopu); chrom (kluczowy składnik, min. ok 10,5%), odpowiada za odporność na korozję; węgiel, który wpływa na twardość; nikiel, zwiększa plastyczność i odporność; molibden, poprawia odporność na działanie kwasów; oraz drobne ilości azotu, krzemu i manganu. Stal nierdzewna funkcjonuje jako materiał skrajnie nieorganiczny: przemysłowy, chłodny, pozbawiony biologicznego pochodzenia. Jest wytworem technologii, kontroli i standaryzacji. Jednocześnie — poprzez swoją podatność na ruch, napięcie i deformację — zaczyna przywoływać skojarzenia z cielesnością. Drganie, ciężar, reakcja na siły zewnętrzne czy dźwięk wydobywany w trakcie ruchu uruchamiają percepcję znaną z obcowania z ciałem: czymś wrażliwym, reagującym, podlegającym naciskowi.
Forma zdaje się próbować uwolnić — drga, porusza się, ujawnia swoją materialną specyfikę, wydając charakterystyczne dla stalowej blachy dźwięki. To „ciało” nie jest całkowicie ubezwłasnowolnione, choć dokonuje się w tym procesie ruchu próba pozbawiona jej indywidualności i sprawczości, poprzez zawieszenie pod sufitem oraz nadanie jej manipulacyjnego, brutalistycznego ruchu. Ruch ten początkowo wydaje się niewinny, odkrywając wizualny i estetyczny potencjał rzeźby, by po chwili nadać jej niepokojący, instrumentalny charakter, choć jednocześnie uwidacznijąc swoje materialne cechy, obiekt stara się wyzwolić.
Paradoksalnie mamy do czynienia z obiektem o dekoracyjnym, niemal barokowym charakterze: atrakcyjnie odbijającym światło, układającym się w spływający z góry, serpentynowy ornament. Nagły, opresyjny ruch burzy jednak ten konformistyczny porządek. Medytacyjna symultaniczność zmian, sprzyjających kontemplacji, lecz po chwili następuje gwałtowne wybudzenie — moment, w którym doświadczenie staje się zaskakująco niepokojące.
Interesuje mnie ta obecność paradoksu, w którym estetyka lub elegancja zostają przełamane przez niedoskonałość, brutalność czy napięcie dyskomfortu. W tym przypadku, to napięcie polega na zderzeniu materii pozbawionej życia z zachowaniami, które intuicyjnie przypisujemy organizmom. Forma nie „żyje”, lecz zachowuje się tak, jakby posiadała wewnętrzną kondycję — jakby reagowała, stawiała opór, próbowała zachować integralność. W ten sposób stal przestaje być neutralnym nośnikiem formy, a zaczyna funkcjonować jako substytut ciała. Paradoks polega na tym, że materiał jednoznacznie uznawany za martwy i nieożywiony zaczyna generować doświadczenie bliskie kontaktowi z istotą żywą. Ruch, który mu nadaję, nie jest jedynie efektem mechaniki — zostaje odczytany emocjonalnie. Drgania i dźwięki stali działają jak ślady obecności, jak echo wewnętrznego napięcia. Materiał nie ma sprawczości, a jednak ją symuluje. Można zaryzykować stwierdzenie, że Body jest zawieszone pomiędzy ubezwłasnowolnieniem a oporem. Z jednej strony zostaje podporządkowane zewnętrznej sile — zawieszone, wprawione w ruch, wystawione na spojrzenie. Z drugiej strony jego fizyczna specyfika ujawnia się w sposób nie do końca kontrolowalny: stal reaguje, drży, wydaje dźwięk, manifestuje swoje właściwości. W tym sensie nie jest całkowicie pasywna. Cielesność, z kolei, nie jest tu cechą materiału, lecz projekcją widza. To odbiorca, konfrontując się z ruchem, skalą i podatnością formy, przypisuje jej cechy znane z doświadczenia własnego ciała. Im bardziej dekoracyjna i elegancka forma, tym silniejszy dysonans, gdy ujawnia się jej opresyjny charakter.
For a long time, my practice has focused on instability. For years, I have explored movement as a deterministic condition, based on the belief that nothing can be considered immutable. What we experience instead is a constant redefinition of what is understood as stable or taken for granted.
The object presented at the OMAM exhibition exemplifies a work in which materiality plays a central role. BODY is made of stainless steel—an industrial material composed of mineral elements: iron as the base of the alloy; chromium, responsible for corrosion resistance; carbon, influencing hardness; nickel, increasing ductility; molybdenum, improving resistance to acids; and small amounts of nitrogen, silicon, and manganese. Stainless steel functions as a profoundly non-organic material—industrial, cold, and devoid of biological origin. It is a product of technology, control, and standardization. At the same time, through its susceptibility to movement, tension, and deformation, it begins to evoke associations with corporeality. Weight, vibration, responsiveness to external forces, and the sounds produced through motion activate a perception familiar from encounters with the human body—something sensitive, reactive, and subject to pressure.
The form appears to attempt to free itself: it trembles, moves, and reveals its material specificity through sounds characteristic of sheet steel. Although the imposed movement seeks to strip the object of individuality and agency—by suspending it from the ceiling and subjecting it to a manipulative, brutalist motion—this “body” is not entirely incapacitated. What initially seems like an innocent movement, exposing the sculpture’s visual and aesthetic potential, gradually takes on an unsettling, instrumental character.
Paradoxically, the object possesses a decorative, almost baroque quality, reflecting light and forming a cascading, serpentine ornament. This seemingly harmonious order is disrupted by a sudden, oppressive motion. At first, the meditative rhythm invites contemplation, but it is soon interrupted by a sharp awakening—an experience that becomes unexpectedly disturbing.
I am drawn to such paradoxes, where elegance and aesthetic appeal are disrupted by imperfection, brutality, or discomfort. Here, the tension emerges from the collision between lifeless matter and behaviors we instinctively associate with living organisms. The form does not “live,” yet it behaves as if it possessed an inner condition—reacting, resisting, and striving to maintain integrity. In this way, steel ceases to be a neutral carrier of form and becomes a substitute for a body. The movement imposed upon it is not merely mechanical but is read emotionally; vibration and sound function as traces of presence. BODY remains suspended between incapacitation and resistance—subjected to external forces, yet never entirely passive.